Wiosna przez łzy
31 marca 2011 / publikacja: www.kalicinska.pl
ONI tam nie widzą wiosny zza łez.
Ćwierkamy tu sobie, tu nasze małe dziecko, tam wiosna radosna, Święta Wielkanocne?
I dobrze. Takie jest życie, że się plecie - dobro i zło.
Ja stale odwracam głowę w stronę Japonii, bo być może wciąż nie wszyscy i nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że oto na naszych oczach rozgrywa się tam hekatomba. Jednym karmionym ofiarami bogiem jest natura - silne (najsilniejsze od 140 lat) trzęsienie ziemi i gigantyczne tsunami, które pożarło setki, tysiące (!) ofiar, a symbolem tego jest Rikuzentakata. Drugim jest cywilizacja, rozwój techniki, która właśnie pożera swoje napromieniowane ofiary. Symbolem i winowajcą jest Fukusima.
Te nazwy japońskie będziemy chyba pamiętać jak Nagasaki i Hiroszima.
Nie mnie tu osądzać i pouczać rząd Japoński, konstruktorów, szukać winnych tej drugiej hekatomby. Tym zajmują się i będą się zajmować dziennikarze, naukowcy, śledczy.
Kilkudziesięciu panów nie da rady wziąć odpowiedzialności za błędy, machnięcie ręką na skalę Richtera i budowanie na "7" a nie na pełne "10", dopuszczenie do ukrycia pękniętego od nowości trzonu "a może nic się nie stanie". Pozostawiam to bez komentarza.
Ja pozostaję przy emocjach, przy jednostkach.
Katastrofa Japonii jest niewyobrażalna.
250 miliardów dolarów to tylko cyfry, a za nimi są jednostki ludzkie - przerażone, chore, osierocone, z potworną traumą. Nie potrafię, jak wielu, powiedzieć: "na biednego nie trafiło". To jest zresztą JUŻ nieprawda. Ta katastrofa to również bardzo ciężki cios dla gospodarki Japonii. Bardzo długo będzie się podnosić.
Tam dramaty teraz dopiero przybierają na sile, bo tak jest z szokiem, najpierw nie boli, powoli puszcza i dopiero zaczyna jątrzyć świadomość, że nie ma nic, że znikąd ratunku, że butelka wody jest cenniejsza niż cokolwiek, że nie ma po co żyć.
Najbardziej cierpią starzy ludzie i ci którzy stracili bliskich i mówią "NIE WIEM, czy to, że żyję można nazwać szczęściem".
To nieprawda, że emocjonowanie się tym, okazywanie wsparcia nie ma znaczenia, że jest "wysłodzonym gestem". Współczucie, wsparcie, serdeczna myśl przekazywana jak z akcji londyńskiej młodzieży Pray for Japan, są równie ważne jak wpłaty na japoński Czerwony Krzyż.
Oczywiście zupełnie nie pomaga ujadanie i wytykanie. Uważam to nie tylko za bezcelowe ale wręcz szkodliwe dzisiaj, wobec oceanu ludzkich tragedii i łez. Śledztwem i poważnymi krokami na przyszłość niech się zajmą ci, co się na tym znają, międzynarodowe lobby na rzecz bezpieczeństwa energetyki jądrowej.
Ja dziś pochylam się nad ofiarami żywiołów w Japonii.
Pamiętam też o naszych powodzianach, o dramacie Haiti, Australii, potwornych rzeziach w Afryce. To, że telewizja już się tym nie ekscytuje nie oznacza, że jest już "po sprawie".
Minorowo to brzmi, ale pomyślałam, że ONI tam, w Japonii, nie czują wiosny.